Text

Noc -.- 3h snu… o godzinie 5 myślałam, że już w ogóle nie uda mi się zasnąć, lecz ku memu zdziwieniu właśnie po 5 już zasnęłam. Rodzice obudzili mnie z krzykiem o godzinie 6:40. Nawet już nie pamiętam o co im chodziło, wiem, że jedynie matka wkurwiała się o parasolkę a ojciec, żebym nie zapomniała o zmywarce. Gdy wyszli dalej z słuchawkami w uszach i RMF FM zasnęłam ponownie. Obudziłam się o parę minut przed 8, poleżałam z godzinę, aż w końcu postanowiłam wyczłapać się z wyra. Czuję się koszmarnie, wszystko mnie boli, o głowie nie wspominając. Czuję się jak bym miała mega kaca… Dawno już nie zdarzyła mi się taka noc. Fakt faktem, nie potrafię zasnąć przed 3, a budzę się już o 7 i nie mogę już spać. Ale ta noc, w sumie była dokładnie taka jak za dawnych czasów… Miedzy 4 a 5 czułam się taka świeża i wypoczęta, było już dość jasno, nawet miałam ochotę wstać. Noc minęła mi na marzeniach o psie. Beagle, myślę, że to odpowiedni pies dla mnie. Nawet znalazłam już szczeniaki, cena nie za wysoka i dość blisko. Z resztą ta rasa jest dużo tańsza od mopsa. A po za tym mops, to pies dla domowników. Ja wole właśnie wyjść, niż przesiadywać w domu. Więc taki zakup byłby dla mnie odpowiedni ;) tym bardziej, że ktoś już mi obiecał pieska ;] zobaczymy jak to z tym szczeniakiem będzie. Drugą część nie przespanej nocy minęła mi na ćwiczeniu run. Michał <3 napisał mi cały alfabet, wiec trochę sobie to przećwiczyłam. Nocy nie zaliczę do dobrej, okaże się jaki dzień będzie…

…gdy prawię nie śpię, gdy za dużo myślę. -.-

Text

Przywiązanie, czym jest ?? czy dalszym etapem przyzwyczajenia, czy może formą przyzwyczajenia związaną z emocjami ?? Przywiązujemy się do rzeczy, miejsc, zwierząt, ludzi. Zaskakujące jest to jak jedni potrafią przywiązać się w bardzo szybkim czasie, zaś inni potrzebują na to czasu. Zaskakujące jest to z jaką siłą potrafimy się przywiązać, a gdy ktoś odchodzi, lub gdy np. wyprowadzamy się z danego miejsca, tracimy dla nas ważną rzecz jest nam przykro, smutno, nagle czujemy pustkę związaną z brakiem jednego z czynników.

Zwierzęta, szczególnie psy. Pies to najlepszy przyjaciel człowieka, przywiązuje się do właściciela tak mocno, że czasami nie widzi po za nim świata. Np. pies mojej Babci, kulka xD. Fakt faktem, jej właścicielką jest właśnie Ona lecz ten pies przywiązał się i do mnie. Co bardzo mnie zaskakuje, gdy tylko mnie zobaczy cieszy się jak głupia do sera xD skacze, kreci się mało co czegoś sobie nie zrobi. Babcia zawsze na mnie mówi mama zastępcza. Gdyż gdy gdzieś wyjeżdża, a nie może zabrać ze sobą kulki i my się nią zajmujemy, zawsze siedzi ze mną. Śpi wraz ze mną, z nikim innym nie chce wychodzić. Czasem nawet odnoszę wrażenie, że jest bardziej do mnie przywiązana niż do Babci. Gdy jestem u niej w odwiedzinach, pies zawsze siedzi gdzieś przy mnie lub na kolanach, do babci już nie podchodzi. Nawet jak Babcia przychodzi do nas z kulką, pies jest ze mną.

Kiedyś miałam chomika, Czesław :) słodki, malutki, strasznie hałaśliwy xD ale i tak go kochałam. Miałam go zaledwie rok. Pamiętam jak biegał na plastikowym kółku, które było przyczepione do prawej ścianki klatki (Owa klatka stała na szafce przy drzwiach). Biegał tylko w nocy, nie mogłam przez niego spać, zawsze byłam nie wyspana (w sumie tak czy siak i teraz jestem cały czas nie wyspana; problemy z snem mnie kiedyś wykończą…). Zawsze, go wyciągałam w nocy, skoro i tak nie spałam to trochę się z nim pobawiłam ;) Jednej nocy spadł z całą klatką xD pamiętam to jak dziś. Matka z ojcem zaraz przylecieli, “czemu nie śpię !?” a przecież to akurat nie była moja wina, że chomika tak biegał, że aż zjechał z całą klatką z szafki xD. Któregoś dnia, wstałam rano jak zwykle najpierw sprawdziłam, czy Czesław ma wodę, poruszałam trochę trocinami by wyszedł. Niestety zobaczyłam, że mój chomik jedynie leży sztywno w kącie. Płakałam tydzień. Do dziś mi go brakuję, tego jak gryzł klatkę, jak skrzekał,a gdy podeszłam przestawał (tak, mój chomik skrzekał, gdy ktoś obcy chciał go dotknąć i by zwrócić moją uwagę). Jak biegał po tym cholernym kółku, brakuje mi tego zapachu trocin. Takie mało stworzonko, a jaką pustkę zostawiło po odejściu.

Tak samo z kotką, tyle, że ją musieliśmy oddać, bo okazało się, że mam uczulenie ;( kocham koty, a szczególnie naszą kotkę. Fakt faktem, wredna była nasza flanelka. Różnie ją nazywaliśmy, flanelka, szmata (gdy zrobiła coś nie tak), kici (no tak to tylko ja mówiłam xD ale ja już tak mówię na każdego kota ;D), a nazywała się Kubala xD. Był ślicznym kotem, niby dachowiec, a miała cechy syjama (cała szarawa miejscami biała, ogólnie jasna, czarny ogon, pyszczek i uszy, błękitne oczyka). Zawsze spała u mnie, uwielbiałam gdy mruczała, zawsze leżałyśmy wtulone. Zawsze przesiadywała u mnie w pokoju, to na wersalce, to na panelach gdy było ciepło i słońce gdzieś tam w którymś miejscu ogrzewało kawałek podłogi. Miała te swoje humorki, gdy coś jej nie pasowało wbijała te pazury i to tak ostro wraz z kłami. Wtedy ją wyganiałam, a gdy już zaczęła miauczeć pod drzwiami, no to ją wpuszczałam z powrotem. Była dość zabawna jak bawiła się szklanymi kulkami. Zawsze z nimi latała po tej podłodze jak głupia, a gdy gdzieś jej wpadło nagle panika. I miał, miał, miał… Pamiętam, jak skądś wracaliśmy, gdy tylko usłyszała nasze kroki, jak miauczała. A gdy już weszliśmy, co to była za radość. Brakuje mi jej okropnie, ale cóż alergia. Lekarz powiedział, że po pewnym czasie zacznę się dusić. Matka oczywiście wystraszona i natychmiast trzeba było oddać kota. Znam wiele osób z alergią na koty, biorą leki i jakoś mają dalej koty. Ale no cóż, matki nie przekonam…

Jeśli chodzi o miejsca, nie jestem jakoś specjalnie przywiązana do jakiegoś. Zaś jeśli chodzi o rzeczy, są takie. Do niektórych mam tylko sentyment, z tego powodu mam sporo mogło by się wydawać pierdół w pokoju xD lecz dla mnie te pierdoły, są ważne. Z każdym z nich jest związana jakaś historia, moje wspomnienie, jakaś osoba.

No właśnie, osoby. Jestem przywiązana do paru osób. Nie jest ich zbyt wiele i w sumie uważam, że to dobrze. Mniejszy ból po stracie.

Monika, moja najlepsza i w sumie jedyna najprawdziwsza i najbliższa Przyjaciółka. Znamy się 4 lata, co to jest, tym bardziej, że ten czas tak szybko mija. Lecz pomimo krótkiego czasu, jestem do Niej przywiązana i to bardzo mocno. Wspólna szkoła średnia, przyszłe wspólne studia, praca, życie. Nie wyobrażam sobie, żeby nasz kontakt nagle się urwał. Nie zniosłabym tego.

Tomek, mój najlepszy i najbliższy Przyjaciel płci męskiej. Oczywiście, przyszła wspólna praca i życie ;) Uwielbiam go, jest takim chodzącym oryginałem. Świetny facet, zabawny, potrafi być uroczy, gdy trzeba wspiera, ma ten swój styl. Bardzo inteligenty, przyszła gwiazda rocka ;D Bardzo cenię Jego obecność w moim życiu, przez Niego poznaję masę ludzi. Bez Niego nie było by tak kolorowo ;) przywiązałam się do Niego po jakimś tam czasie, w sumie czasie odpowiednim na poznanie i stwierdzenie, że właśnie potrzebuję Takiej Osoby w moim życiu.

Poznałam Go przez Kornela. No właśnie, świętej pamięci Kornela. Byłam do Niego przywiązana, wręcz zbyt bardzo. Miałam do Niego słabość. Zawsze wiedział co powiedzieć, był również bardzo inteligenty, zabawny, szarmancki, urodzony flirciarz. Miał w sobie takie coś, te ciężkie do określenia coś co przyciąga innych. Tęsknie za Jego towarzystwem, wpadaniem znienacka, jego głosem, włosami xD uwielbiałam się nimi bawić (co również i jemu sprawiało radość). Wystarczy jedna myśl o Nim, a łzy spływają same. Jego śmierć była dla mnie szokiem, wręcz ciosem zadanym od losu. Cholernie bolesnym ciosem, do dziś czuję jak by mi ktoś wydarł kawałek mnie, kawałek duszy (wada przywiązania, ból po stracie…). Poznałam Go przez nk xD zainteresowały mnie Jego rysunki. A miał niesamowity talent, i tak po przez rysunki dodane na nk poznałam wartościowego przyjaciela. Gdzie na początku naszej znajomości spotykaliśmy się zupełnie w innym celu. Ale wyszło co innego i nigdy tego nie żałowałam i nigdy nie pożałuję.

No jak już wpłynął temat związków. Michał <3 mój cudowny Michał, Król mego serca, najgorętszy i najprzystojniejszy Facet na kuli ziemskiej, we wszechświecie. Kocham Go jak nikogo przedtem. Do Niego jestem najbardziej przywiązana. Każda chwila bez Niego jest dla mnie bezsensowną wiecznością. Każdego dnia, czekam na ten jeden moment gdy się z Nim zobaczę. Gdy znów będę mogła Go dotykać, całować, przytulać, patrzeć głęboko w oczy, rozmawiać itd. Jest sensem mego życia, każdym mym oddechem i myślą, wstaję i kładę się do łóżka myśląc o Nim. Uwielbiam Go, calutkiego od stóp po końcówki włosów. Jego charakter, to jak się wypowiada, jak porusza, uwielbiam wszystko co jest z Nim związane. Poznałam go przez Tomka ;D Oni wtedy byli na krwiodawstwie, a ja umówiłam się wtedy z Tomkiem, że spotkamy się abym odebrała od niego film studniówkowy z jego balu. Pamiętam, naszą wspólną rozmowę na gg, jak uznał, że będę wartościową przyjaciółką. Potem wspólne spacery. Zaiskrzyło już tego dnia gdy siedzieliśmy w “sake” po krwiodawstwie. Przy każdej rozmowie, czy spotkaniu ta iskra zwiększała się, aż powstał płomień. Płomień miłości, który 17 kwietnia połączył nasze drogi w jedną, wspólną.   <3 !

Przywiązanie, czym jest. Dla mnie jest nicią, która łączy nas z Ludźmi, zwierzętami, miejscami, rzeczami. Nic, która wrasta głęboko w nas, a po rozerwaniu czyt. stracie, zostawia potworny ból i pustkę. Czy przywiązanie jest dobre ?? Dla mnie po części tak, po części nie. Tak, ponieważ przywiązujemy się jedynie do tego, lub tych co jest dla nas ważne. Nie, ponieważ, życie jest okrutne i potrafi odebrać właśnie ten czynnik, który jest dla nas ważny. Wtedy pojawia się pustka, tęsknota, ból… uczucia, nie przyjemne, uczucia, które nas niszczą.

zła aura nadal nade mną wisi&#8230;
dziś nie ma mnie dla na nikogo&#8230;

zła aura nadal nade mną wisi…

dziś nie ma mnie dla na nikogo…

Text

Dzisiejszy dzień jest zdecydowanie dziwny, mój nastrój jest zdecydowanie dziwny. Jest wszystko ok, nie miały miejsca żadne kłótnie z rodzicami, brat mało dziś drażnił, później spotkam się z Ukochanym, a mimo to jakoś tak czuję wewnętrzny smutek ? pustkę ? nawet nie jestem w stanie określić co dokładnie czuję, ale jest jakoś nie za wesoło. Najgorsze w takich stanach jest to, że nie wiem co jest przyczyną takiego mojego wewnętrznego odczucia. Zupełnie tego nie rozumiem… Pogoda jest śliczna, a ja nawet nie mam ochoty wyjść z domu, chce jedynie zwinąć się w kłębek i płakać. A przecież nie mam zupełnie ku temu powodu. Obecnie jedno nasuwa mi się na myśl : what the fuck !?

Król mego serca &lt;3&#160;!

Król mego serca <3 !

Text

No i jak to moi fenomenalni rodzice potrafią mi zepsuć plany na popołudnie tak wczoraj idealnie to zrobili. Była piękna pogoda, włosy jak nigdy układały się jak powinny, miałam ochotę iść po prostu na zdj. wraz ze swoim Skarbem, ale nie, nie mogę bo “nie schowałam patelni”… brak mi słów, na to jakie oni sobie powody wymyślają, żeby tylko przetrzymać mnie w domu.

Uwielbiam spędzać czas z mym Skarbem. Każde spotkanie jest cudowne, sam powrót do domu jest dla mnie raczej nie zbyt miły (wiadomo dlaczego). Choć powolny, spacer wieczorem, po gorącym dniu, wieczór, który jest nie za zimny i nie za ciepły. Gdy jest już ciemno, spokojne miasto, brak zbędnych “tłumów” na ulicach, tylko Ja i On <3. Ta chwila jest w sumie dla mnie kojąca, choć myśl, że zaraz się rozstanę z mym Skarbem zasmuca.

A tak całkiem z innej beczki ;) jest środa, piękna pogoda (mam nadzieję, że tylko nie dorwie mnie deszcz xD, jak zapowiadali -.-) za jakieś parę minut zbiorę się i wybiorę do mojej najlepszej Przyjaciółki ;D <3tak dawno się nie widziałyśmy ;( czas nadrobić stracony czas ;)

A teraz tak, żeby dodać tejże mojej bardzo chaotycznej, aczkolwiek krótkiej notce trochę smaczku, KLICK ;)

Text

Lubie takie dni jak ten, wakacje (no, przynajmniej dla maturzystów ;P) wolne mieszkanie, przebudzenie się dopiero koło 10, kąpiel w chłodnej wodzie by schłodzić się po gorącej nocy, około 30 stopni na dworze, błogi chłód w mieszkaniu, dobra książka i odpowiednia do niej muzyka w tle. Spokój, wewnętrzna cisza, chmurki myśli pływające gdzieś w przestrzeni, nie przeszkadzające w lekturze. Zupełnie sama ze sobą w dzień, wolny od szkolnego harmideru, który przeciągał się aż na czas spędzony w domu po lekcjach. Dobra książka, która została już, że tak pozwolę sobie to ując, “skonsumowana”. Szkoda, bardzo fajna historia, 4 dni i skończona, co w sumie jest dla mnie lekkim zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, że tak szybko skończę ową książkę. Ale, mam zapas innych historii, które tylko czekają, aż je “skonsumuję”, wiec jest git ;)

Jest godzina 15:37, brat wrócił ze szkoły około 13:30 i jak zwykle pierwsze co komputer. Następnie tak koło godziny 14:30 przeniósł się z przed ekranu komputera przed ekran telewizora… Czekamy na powrót rodziców z pracy, by wspólnie zjeść obiad, za pewne mama zadzwoni po mnie abyśmy wraz z bratem zeszli na dół by pomóc wnieść zakupy. Gdy zakupy już zostaną wniesione i rozpakowane, rodzice zajmą się już ostatnimi przygotowaniami obiadu. Po jakiś 30 minutach zawołają na obiad. Oczywiście jak zwykle najpierw ojciec włączy swój ulubiony program, tylko po to by matka ponarzekała, że leci on cały czas. Po chwili marudzenia już wszystkich (mama, ja, brat) ojciec zdecyduje się na jakiś inny program lub film. Tak minie nam czas już do końca obiadu. Najedzeni rodzice, rozłożą łóżko by przez jakąś godzinę coś obejrzeć w telewizji, w czasie tej czynności za pewne zasną jak zawsze, brat chwile z nimi posiedzi, następnie skieruje się z powrotem do swojego pokoju by zagrać ponownie w jakąś grę na komputerze. Ja zaś chwilę odpocznę już w swoim pokoju dokończając rozmowy zaczęte przed obiadem na gg, by następnie umówić się co do dokładnego miejsca spotkania z moim cudownym Skarbem. Spędzę z Nim cudowne popołudnie, wprowadzając w nasz związek kolejne cudowne wspomnienia.

Od zakończenia szkoły, matur żyję jedynie chwilami gdy jestem sama w domu i chwilami spędzonymi z moim Ukochanym. Z rodzicami nie mam za dobrego kontaktu, już od dłuższego czasu. Choć ostatnio nasze stosunki zdecydowanie złagodniały i tak nie jest najlepiej. Jeśli chodzi o brata, no cóż wiadomo jak to jest miedzy kochającym się rodzeństwem. Drażnimy się, czepiamy, rozmawiamy, śmiejemy się, oglądamy razem filmy i gramy w przeróżne gry, bijemy się i kłócimy. Są chwile gdy mam ochotę go udusić gołymi rękoma, ale są też chwile gdy jest naprawdę dobrze ;)

Czas mija mi spokojnie, swoim tempem, nie za szybko nie za wolno. Wiadomo, pewne momenty bym przedłużyła, jak np. czas spędzony z Michałem. No cóż mamy nie zmienię, która wyznacza mi czas powrotu do domu. W końcu się to zmieni, gdy zacznę zarabiać (co mam nadzieję, nadejdzie już niebawem), a następnie gdy się wyprowadzę. Już nie mogę się doczekać, wspólnego życia z Michałem. Tych wspólnych nocy, poranków i dni.

Plany na dziś: zaraz po obiedzie wyjść i spędzić popołudnie z Michałem <3 !

Plany na jutro: brak, co przyniesie jutro mi los, tak będzie ;)

przy Tobie mój świat jest bajką; Michał &lt;3&#160;!
(zdj. przerobione przez: KLICK)

przy Tobie mój świat jest bajką; Michał <3 !

(zdj. przerobione przez: KLICK)

miesiąc &lt;3&#160;!

miesiąc <3 !

Text

W internecie, na demotywatorach, bestach, kwejkach itp. jest od groma tekstów, obrazków, fragmentów różnych dzieł o bólu, tęsknocie po miłości, zdarza się po przyjaciołach. Zastanawia mnie jedno, skoro jest tyle tego właśnie o bólu, o tym jak ranią nas drugie osoby, czemu nie ma o tym jak ranią nas rodzice ?? Przecież oni również ranią i to zdecydowanie z większą siłą niż inni. Przynajmniej moim zdaniem. Nic tak nie rani jak słowa z ust tych, bez których byśmy nie istnieli. Nie wszyscy oczywiście tacy są, lecz zdarzają się i tacy. Są rodzice świetni, rozumiejący swoje dzieci, wpierający w każdej pasji, nie karcący ich za byle bzdet. Są też tacy którzy, nie potrafią być rodzicami. Wiadomo czasami trzeba za coś ukarać, lecz trzeba też wspierać, pomagać, pokazywać, że się kocha. Czasem trzeba być przyjacielem dla własnego dziecka, jeśli jednak wyłącznie się kara, krytykuje w żaden sposób nie pomaga, dziecko zaczyna tracić wiarę w siebie. Zaczyna patrzeć na siebie jak na nic nie wartościową osobę. Bo właśnie sami rodzice pokazują to swoim działaniem. Nie okazują uczucia, co jest najgorszą rzeczą jaką może zrobić rodzic. Dziecko które czuje się nie kochane, wiecznie krytykowane za pasje, wręcz za każde działanie, zaczyna stracić chęć do życia. Bo skoro jest takie jak opisują go rodzice (np. niedorozwinięte, nic nie warte, zajmujące się głupotami itd.) zaczyna tak siebie samo postrzegać. Słowa rodziców są dla nas ważne, a najbardziej dotkliwe, raniące słowa wpisują się w naszą psychikę bardzo głęboko, a w żaden sposób nie jesteśmy w stanie wymazać ich słów. Każdy rodzić od dnia narodzić wyznacza pewną drogę swojemu dziecku, uczy je najważniejszych priorytetów, pokazuje świat. Szkicuje mu pewien schemat, według którego dziecko miało by żyć. W pewnym momencie życia, dziecko obiera własną drogę, własny kierunek. Wybija się z schematu narzuconego przez rodziców, zaczyna mieć własne zdanie, odnajduje samego siebie w świecie. Są rodzice który to rozumieją, wpierają dzieci w ich działaniach, doradzają w ważnych decyzjach. Są niestety i tacy którzy, myślą, że ich dziecko będzie wiecznie żyło dokładnie tak jak chcieliby. Gdy dziecko zaczyna się wybijać, odnajdywać własną drogę, swoje pasje, które nie odpowiadają rodzicom zaczynają karać je za własny tok myślenia. Uważają często pasje swych potomków za bzdury i marnowanie czasu, na siłę chcą ich zmienić. Gdy dziecko się buntuje, zaczyna być wrogiem w oczach rodziców, osobą złą, zaczynają się głupie kłótnie, pretensje o chuj wie co. Rodzice stają się katami dla własnych dzieci, zabijają ich wręcz psychicznie. Słowa które wypowiadają jak np. żałuję, że się urodziłeś/łaś, wypierdalaj z domu, itp. potrafią w jednej chwili zburzyć całe życie danej osoby. Takie słowa w ustach rodziców skierowane do własnego dziecka, zabijają, dosłownie. W psychice takiego dziecka pojawia się blizna, która przypomina o sobie i odbija się w dalszym życiu. Często przyczynami samobójstw młodych ludzi są rodzice, którzy niszczą psychicznie własne dziecko. Nikt nie potrafi ta zranić jak rodzice, Ci którzy nas stworzyli, pokazali jak żyć, bez których nie istnielibyśmy. Jak można dalej żyć, gdy przez parę lat słyszało się, że jest się nic nie wartą, niedorozwiniętą, osobą, że zmarnowało się życie. I to wszystko od rodziców. Taka osoba wyniszczana psychicznie, nigdy nie będzie w pełni zdrowa psychicznie. W pewnym momencie życia z pewnością się to odbije, lecz mając przy sobie Osobę, która będzie nas kochać i wpierać na pewno konsekwencje naszej chorej psychiki będę dużo łagodniejsze. Bo człowiek mający kogoś wyjątkowo bliskiego, wspierany przez ową osobę, zawsze da radę ;)

A na koniec psinka <3 MOPSIK, chce takiego ;D